wtorek, 27 czerwca 2017 r.

Aktualnoci/ 2006-05-21 W ,,Życiu Warszawy" Koń by się uśmiał

Aktualnosc

W ,,Życiu Warszawy"

Koń by się uśmiał, gdyby mu było do śmiechu

 

 


Nie rozpatrzono wniosku o odwołanie prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych. Został skreślony z porządku obrad rady tego gremium.

Wniosek o odwołanie prezesa Jerzego Budnego, złożony przez członka Rady PKWK Andrzeja Wójtowicza, został w jawnym głosowaniu skreślony z porządku wczorajszych obrad Rady PKWK. Tym samym większość Rady jeszcze raz okazała wotum zaufania dla swego wybrańca, który obecnie stoi na czele zespołu negocjacyjnego, prowadzącego rozmowy w sprawie zawarcia umowy dzierżawnej z Totalizatorem Sportowym. Efektem podpisania takiej umowy byłoby przekazanie organizacji wyścigów i zakładów wzajemnych najpopularniejszej polskiej firmie zajmującej się grami.

Do zespołu negocjacyjnego, który do tej pory oprócz Budnego tworzyli:
trenerka Małgorzata Łojek oraz właściciele koni: Krzysztof Goździalski, Tadeusz Sobierajski i Maciej Wróblewski, Rada dokooptowała wczoraj dyrektora stadniny w Janowie Podlaskim Marka Trelę. Zobowiązano także prezesa Budnego, aby w przypadku niezakończenia rozmów z TS do końca maja, rozpatrzył możliwość urządzania wyścigów bez nagród i totalizatora.

Zapytaliśmy Andrzeja Wójtowicza, który jest właścicielem ośrodka hodowlano-treningowego w Bełżycach k/Lublina i jednocześnie trenerem
oraz jeźdźcem, dlaczego złożył wniosek o odwołanie Budnego.

– Przede wszystkim dlatego, że jest nieskuteczny. Dla Budnego wyścigów mogłoby nawet nie być, bo przecież nigdy do nich własnego grosza nie dołożył. Nie zna zasad nowoczesnego marketingu. Ogłosił dwa przetargi, do których, poza Bogdanem Tomaszewskim, nikt się nie zgłosił. A przecież dzisiaj wyścigi
to jest biznes jak każdy inny. Jeśli ktoś się na tym biznesie nie zna, nie powinien się nim zajmować – kończy Wójtowicz.

Nie tylko dla właściciela z Bełżyc, ale także i innych hodowców koni, np. państwa Pokrywków z Jeleniej Góry, znaczne opóźnienie sezonu, lub brak wyścigów w tym roku, byłby równoznaczny z życiową klęską.

– Nie wiemy, co się dzieje w Warszawie – mówi z goryczą Marian Pokrywka. – Właśnie urodziły się nowe źrebaki. Roczniaki też powinny za kilka miesięcy trafić na Służewiec do pana trenera Walickiego. Tymczasem słyszymy, że wyścigów może nie być. Po prostu rozpacz nas ogrania – ubolewa Marian Pokrywka.

2006-05-20                                               

JZ